Jest to pierwszy rozdział, który mi się całkiem podoba. Pisałam go chyba przez niecałe dwa tygodnie, ale dopiero dzisiejsze poprawki były ostateczne. Mam nadzieję, że jest dłuższy od poprzednich ( tak, nie chciało mi się sprawdzać ). Enjoy c:
~~
Siedziałam przy jednym z bufetowych stolików obracając w dłoniach kolorową parasolkę do drinków. Mój towarzysz właśnie kończył posiłek.
- Leto żresz jak świnia. – stwierdziłam napotykając jego wzrok.
- Chociaż nie wyglądam jak pedał, który wpieprza zielone. – uśmiechnął się sztucznie.
- Coś mi się zdaje, że właśnie obraziłeś swojego brata.
- I dobrze ci się zdaje maleńka. Od dłuższego czasu zachowuje się jak wielka gwiazda, pieprzony celebryta. Nie można z nim wytrzymać. Jedynym tematem rozmowy z Jardem jest on sam i jego cholernie wielkie ego.
- Dawno nie dostał kopa od życia. – westchnęłam odkładając parasolkę na stolik.
- I jak go w najbliższym czasie nie dostanie, sam mu go zafunduje. – Shann podniósł się i zaniósł pusty talerz do kuchni.
(…)
Otworzyłam oczy i zerknęłam na elektroniczny zegarek stojący na szafce nocnej. Dochodziła 15:00. Przeciągnęłam się rozglądając się po pokoju. Panował tu bałagan tudzież nazywany artystycznym nieładem. Zeszłam z łóżka i podeszłam do okna rozsuwając zasłony. Fala światła słonecznego rozlała się po pomieszczeniu. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pokoju wymijając stertę ciuchów. Właśnie wchodziłam do kuchni, gdy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Ziewnęłam zerkając przez wizjer. „No chyba żart” pomyślałam naciskając klamkę. Na ganku stał uśmiechnięty szanowny pan Shannona Leto dzierżąc w dłoniach dwa kubki kawy ze Starbucksa.
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? Nie moment. No tak, ty wiesz wszystko, a raczej dowiesz się wszystkiego, czego tylko będziesz chciał.
- Wpuścisz mnie czy mam tu tak stać ?
Otworzyłam drzwi szerzej i zeszłam mu z drogi. Wszedł do środka analizując przedpokój.
- Całkiem ładnie tu masz. – powiedział stawiając kubki na kuchennym stole.
- Jeżeli lubisz mieszkać w skansenie, to wcale się nie dziwię, że ci się podoba. Ja na szczęście się do takich osób nie zaliczam.
Oparłam się o futrynę drzwi krzyżując ręce na piersi.
- Tak w ogóle to, po co tu przyszedłeś? – zapytałam.
- Przyjechałem, mała. Chciałem ci się odwdzięczyć… - zdjął okulary i usiadł na krześle.
- Dobra, a teraz podaj prawdziwy powód, bo mnie tak łatwo nie zełgasz.
Usiadłam naprzeciw niego sięgając po kawę. Upiłam kilka łyków gorącego napoju, który okazał się być rozpuszczalną bez cukru z dużą ilością mleka, czyli kawą taką, jaką lubiłam.
- Czekaj, czekaj. Rozmawiałeś z moją ciotką. Tak, tylko ona byłaby zdolna wygadać wszystko i to do tego komuś takiemu jak ty.
- Masz na myśli kogoś tak przystojnego, którego urokowi nie można się oprzeć.
- Ja nic takiego nie powiedziałam, Leto.
- Ale chciałaś. No przecież wiem. – uniósł brew, uśmiech nadal nie znikał z jego twarzy.
Wywróciłam oczami dopijając kawę do końca.
- Dobra, to teraz łaskawie powiedz mi, co wiesz.
- Wszystko, no prawie wszystko. Wiem o twoim ojcu i bracie, o twoich problemach i tak sobie pomyślałem, że chciałabyś z kimś o tym pogadać. – oparł łokcie na stole przyglądając się mi.
- No to źle myślałeś, Shannon. Wiesz, nie szukam pocieszycieli ani przyjaciół. Uporałam się z tym wszystkim sama. Rozumiesz? Sama. Wtedy nikogo nie potrzebowałam, a teraz tym bardziej.
- Mary, ja wiem, że wcale tak nie jest. Na pewno chcesz z kimś o tym pogadać.
- Ty naprawdę nie rozumiesz. Ja cię prawie nie znam, jesteś dla mnie kimś obcym. Nie ważne, że jesteś osobą, którą zawsze podziwiałam i chciałam być kimś takim jak ty.
- Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś mnie poznała.
- A co jeśli ja nie chce? A co jeśli wystarczy mi to, że popatrzę na twoje zdjęcia i plakaty porozwieszane w moim pokoju i twój charakter, sposób bycia będzie taki jak sama go sobie wymyślę? Wiem, że tak będzie łatwiej. Bo co mi da znajomość Shannona Leto, gdy będzie on na drugim krańcu świata i zapomni o mnie poznając kolejną popieprzoną dziewczynę.
- Jesteś dziwna osobą, Mary.
- Wiesz co? Cieszy mnie to. Chociaż jest coś, co odróżnia mnie od innych.
- Chciałbym cię poznać, chciałbym abyś ty poznała mnie, ale nic na siłę mała. – podniósł kubek do ust. – Wydałaś mi się ciekawą osobą, wtedy przed koncertem, kiedy mijałem cię w tylnym wyjściu. – dodał po chwili.
- To byłeś ty? – zapytałam zdziwiona.
- Wiesz, to bardzo dziwne, że mnie nie poznałaś.
- Byłam wtedy zaaferowana zupełnie czymś innym i aż tak bardzo nie interesowało mnie, kto właśnie przechodzi obok.
- Ale spojrzałaś się na mnie.
Pokręciłam głową uśmiechając się pod nosem.
- Masz zamiar tu zostać do wieczora?
- Wyganiasz mnie?
- Sam to powiedziałeś. – uniosłam brew.
- Więc mogę zostać?
- Możesz na mnie poczekać. Ciotka dała mi dzisiaj wolne, a dawka świeżego powietrza powinna dobrze mi zrobić. – wstałam od stołu i wyrzuciłam kubek po kawie.
- Niczego nie ruszaj. – rzuciłam wychodząc z kuchni.
(…)
Zimny prysznic pomógł mi się dobudzić. Wytarłam włosy ręcznikiem i narzuciłam na siebie pierwszą lepszą koszulkę, która wpadła mi w ręce, spodnie w czerwoną kratę i czarne trampki. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do swojego pokoju.
- Miałeś siedzieć w kuchni. – powiedziałam widząc Shannona rozwalonego na moim łóżku.
- Mówiłaś tylko, żebym niczego nie ruszał.
- To jest teren prywatny, Leto.
- No wiesz, jest tu zbyt dużo mnie. Stwierdziłem, że nic się nie stanie jak wejdę.
- Jeżeli nacieszyłeś już swoje narcystyczne ego prosiłabym cię abyś opuścił ten pokój.
- Chyba pomyliłaś mnie z moim bratem mała. – uśmiechnął się szeroko.
- Zaraz pomylę twoją głowę z workiem treningowym. Wyjdź.
Zszedł z łóżka i rzucił w moją stronę spojrzenie typu „amożejednakzmieniszzdanie?”.
Pokręciłam przecząco głową.
- Dobra, czekam przed domem. – mruknął wychodząc z pokoju.
Rzuciłam koszulkę służącą mi za piżamę na łóżko i związałam włosy w coś, co przypominało kucyk. Wzięłam klucze leżące na komodzie i skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych.
<333333 Brak, słów. Normalnie brak słów, a jestem wygadana jak cholera. *___*
OdpowiedzUsuńzaje..ste :D
OdpowiedzUsuńJa powiem tak: bardzo, a to bardzo mi się podoba. Nie trafiam zbyt często na opowiadania, w których dzieje się coś sensownego. Czytam różne wypociny, różnych ludzi, a tam powiedzmy, np. bohater pije kawę. Nic specjalnego. A w Twoich marsowych opowieściach nawet picie kawy jest przedstawione w sposób bardzo ciekawy! Rzadko trafia się na opowiadania, które nie rażą błędami ortograficznymi. U Ciebie wszystko jest perfekcyjnie. Chcę też autorkę K. pochwalić (dotrzymuję obietnicy :D) za ograniczenie się do przekleństw. Masz za to u mnie wielki plus. Ogółem jest barwnie i akcja powoli się rozkręca (może ciut za szybko?). Jednak byłabym na sto procent zadowolona, gdyby między dialogiem głównych postaci było trochę więcej opisów jak się zachowują (wiem, że są, ale jak dla mnie to za mało) jak reagują na swoje słowa. Musisz dać czytelnikowi jeszcze dokładniejszy obraz tego co chcesz pokazać. Dziwi mnie trochę, że Shannon tak szybko chce poznać Mary, tu i teraz, że chce pogadać o jej problemach, o których usłyszał od jej ciotki, że chce ją poznać. No ale najwidoczniej Mary jest bardzo przyciągającą dziewczyną. A tak na marginesie myślałam, że Zwierzak jest raczej mężczyzną, który lekceważy, nie obchodzą go problemy innych ludzi, których ledwo co zna, przynajmniej tak widziałam go we wcześniejszych rozdziałach. Ale cóż. Być może się myliłam. :)
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na rozdział 5 i życzę chęci (weny też) do pisania!
<3
aaa czekałam na ten rozdział :D
OdpowiedzUsuńuwielbiam to i czekam na następne :D
* błąd - nie 'ograniczenie się do przekleństw', ale ograniczenie przekleństw :D
OdpowiedzUsuńAleksandro, zawsze znajdzie się w Twoim komentarzu coś, z czym się zgodzę. Mianowicie chodzi o ograniczenie przekleństw :D Gratulacje autorko K. :D
OdpowiedzUsuńMi się osobiście podoba szybki rozwój akcji bez opisów i "innych takich niepotrzebnych" :) To chyba zależy od gustu :P
Genialne! Czekam na kolejny rozdział :)
"To jest teren prywatny, Leto: ♥
M.