Irytujący dźwięk budzika powoli docierał do mojego mózgu. Podniosłam powieki wyłączając dłonią to nieszczęsne urządzenie. Usiadłam na łóżku przecierając zaspane oczy. Moje nikłe chęci do uczynienia czegokolwiek mnie przerażały. Westchnęłam niechętnie zwlekając się z łóżka. Zawiązałam włosy w niedbały kucyk, po czym poszłam do kuchni.
Poprawiłam o wiele za dużą koszulkę zjeżdżającą mi z ramienia zapoznając się z zawartością lodówki. Jedyną atrakcyjną ofertą okazał się sok jabłkowy, którego i tak nie lubiłam. Zamknęłam lodówkę i po krótkim namyśle postanowiłam nic nie jeść.
(…)
Po długiej kąpieli nabrałam jako takiej ochoty do pracy. Z większym już entuzjazmem ubrałam koszulkę Nirvany, czarne rurki i żółte trampki. Włożyłam słuchawki do uszu i wyszłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi.
(…)
Od przebywania w takim miejscu odechciewa się żyć. Co chwila przychodzi jakiś spasiony biznesmen życzący sobie najdroższy pokój, do którego zaprasza stadami tanie dziwki. Powoli zbliżał się koniec mojej zmiany. Patrzyłam na zegar mając nadzieję wzrokiem pogonić wskazówki do szybszych obrotów. Wszystko wskazywało na to, że już nikt nie zawita do hotelu, co oznaczało szybszy powrót do domu.
- Szefowa kazała ci sprawdzić, czy mamy wolne apartamenty. – powiedział Travis opierając się o kontuar.
- Ioczywiścieniemogłasamaotozapytać. – wymamrotałam pod nosem.
W holu rozległy się śmiechy, wtórujące uderzającym o posadzkę walizkom.
- Cześć.
- Dobry wieczór. – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od monitora. – Rezerwacja na jakie nazwisko?
- Leto. – rzucił od niechcenia ochrypły głos.
Wmurowało mnie w krzesło, ale zachowałam zimną krew, przecież milion osób na całym świecie może nosić takie nazwisko. Przeniosłam wzrok z ekranu na nowoprzybyłych.
„O cholera” pomyślałam. Wszyscy trzej członkowie 30 seconds to Mars stali przede mną , ŻYWI! Zerknęłam kątem oka na Travisa. Miałam nadzieję, że nie wyglądałam w tym momencie tak jak on, ale wnioskując po minach boskiej trójki wyglądałam o wiele gorzej.
- No i? – pospieszał zniecierpliwiony Jared.
- M o m e n t. – wysyczała przez zęby.
- Daj mu te klucze. – wydukał Travis.
Sięgnęłam po karty, odblokowałam je w czytniku i położyłam przed młodszym Leto.
- Dzięki Maryann … - powiedział z wymuszoną życzliwością.
- Nie kończ! – przerwałam mu.
- Zapomniałaś dodać panie Leto. – Shannon położył dłoń na ramieniu brata puszczając mi oko.
Tomo sięgnął po karty i wszyscy skierowali się do windy.
- Travis, walizki. – napomniałam go.
- O Boże, zapomniałem. – pobiegł za zespołem.
(…)
Koniec. Zrobiłam to co miałam zrobić i nic więcej mnie tu nie trzyma. Wizja zapadnięcia w głęboki sen w ciepłym łóżku poprawiła nieco mój humor. Zawiązałam trampki i wyszłam z pokoju dla pracowników do holu.
- Mary? – zawołała za mną ciotka.
Jakby nigdy nic szłam dalej udając, że nie dosłyszałam.
- Mary, czekaj do cholery! – krzyknęła.
Odwróciłam się na pięcie próbując nie patrzeć jej w oczy.
- Mogłabyś zostać dzisiaj na nocną zmianę? Joselyn złamała nogę, ma zwolnienie na dwa miesiące. Oczywiście doliczę ci to do pensji. – głos ciotki złagodniał, wręcz zmienił się w błagalny ton.
Plany na dzisiejszy wieczór poszły się jebać, super.
- Nie będę się przebierać. – rzuciłam mijając ją.
Usiadłam za kontuarem i załogowałam się w systemie. Trzy nieodebrane połączenia z apartamentów. Wypuściłam głośno powietrze. Podniosłam słuchawkę i wcisnęłam odpowiedni guzik.
- Tak? – przeciągłe ziewnięcie oznaczało jedno, obudziłam pana Leto.
- Zostanę wystawiona na pastwę Fangirls, czy będę miała zakaz wstępu na wasza kolejny koncert?
- Co?!
- Nic, po prostu zorientowałam się, że pana obudziłam, panie Leto.
- Zacznijmy od tego, że „pan Leto” to mój głupi, młodszy brat. Ja jestem Shannon. I co wy do cholery robicie, że nie można się do was dodzwonić?
- Chodujemydzikieświnie. A więc w jakiej sprawie pan dzwonił ?
- Dziewczyno, skończ. Jaki pan? Shannon. Mam ci to przeliterować?
- niestety będę zmuszona pozbawić Shannona tej przyjemności.
- O widzisz, od razu lepiej. A więc chciałem zapytać się czy nie macie tu alkoholu?
- Cukierki czekoladowe z rumem sprostają oczekiwaniom wielkiej gwiazdy?
- A coś dla osób powyżej 12 lat?
- Zobaczę czym dysponujemy.
- Dzięki Mary.
- Ta, nie ma za co. – powiedziałam sama do siebie odkładając słuchawkę.
Powyższy rozdział "Te secret is out" urzekł mnie kreatywnością. Jest po prostu... zajebisty, mówiąc językiem niewychowanej polskiej młodzieży tj. nasza szkoła, ale to tak na marginesie. Nic dodać nic ująć. Notka idealna. Bardzo realne dialogi pomiędzy Mary a Shannonem. I w ogóle można je czytać tak w kółko. Są zabawnie urokliwe. Autorka o pseudonimie K. jest naprawdę unusual. Mega unusual. Jej "wypociny" wciągają z taką mocą jak... e (brak odpowiedniego porównania, jedyne porównanie na myśli - kibel), tak więc nie są już wypocinami, ale wielkim twórczym dziełem. Po prostu wspaniale. Gratuluję. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Oby pojawił się do poniedziałku. Z wyrazami szacunku, fuck yeah!
OdpowiedzUsuńCukierki?*-* Ahhahah! <3 Mary, ma zajebiste poczucie humoru! <3 Kocham ją, no. :c xd
OdpowiedzUsuńJesteś genialna! Te cukierki mnie rozwaliły :D Powtóze sie, ale co mi tam. JESTEŚ GE-NIA-LNA! :d
OdpowiedzUsuńJestem pełna podziwu co do tego oto ''fan fiction'u ''. Zgadzam się z powyższymi komentarzami. Aleksandra (tu pozdrowienia dla niej;)) napisała ''notka idealna '' Trafne określenie ;D
OdpowiedzUsuńGenialne było ''Mary, czekaj do cholery'', oraz cukierki ;)
Czekam z niecierpliwością na następne rozdziały ;D
M. ♥