Z góry zaznaczam, że mi się nie podoba. Głupio wyszło, za krótko no ale nic.
Dedykacja tego rozdziału dla M.
~~
Po długich i żmudnych poszukiwaniach... Kogo ja tu oszukuję. Wystarczyło zajrzeć do szafki Colina, bagażowego, smakosza wszelkich trunków. Miałam nadzieję, że nie zauważy braków w swoim „asortymencie”. Zawinęłam dwa piwa i whisky w ręcznik i powędrowałam do windy.
Uspokajająca muzyka płynąca z głośników zaczynała działać mi na nerwy. Przestępowałam z jednej nogi na drugą śledząc wzorkiem numery mijanych pięter. Po chwili winda stanęła i drzwi otworzyły się automatycznie. Z korytarza dochodziły okrzyki radości i śmiechy. Zrobiłam krok do przodu i zerknęłam w prawo. Starszy Leto i Milicević w najlepsze uganiali się za piłką. „Dzieci” pomyślałam wywracając oczami. W tym samym momencie perkusista kopnął piłkę, która trafiła w trzymane przeze mnie ręczniki. Dźwięk tłuczonego szkła rozniósł się echem po korytarzu.
- Leto do cholery! – wydarłam się.
Przeniosłam wzrok z rozbitej butelki na Tomo znikającego za drzwiami swojego apartamentu, a potem na Shannona.
- Sam to kurwa będziesz sprzątał! – krzyknęłam ciskając w niego ręcznikiem.
- Mała, sory.- Leto podszedł bliżej.
- Nie pierdol, tylko sprzątaj. – usiadłam pod ścianą przyglądając się perkusiście.
Całe szkło, które zebrał wrzucił do doniczki stojącej obok windy. Starł alkohol ręcznikiem i po krótkim namyśle rzucił nim we mnie uśmiechając się przy tym głupkowato.
- Przegiąłeś. – poderwałam się z podłogi z zamiarem wylania na niego zawartości puszki, którą wcześniej otworzyłam.
Leto medium złapał mnie za nadgarstki, kręcąc głową. Na jego twarzy nadal gościł rozbrajający uśmiech.
- Puść mnie. – wysyczałam przez zaciśnięte żeby.
- Nie. – zaśmiał się triumfalnie.
- Boże, co za dziecko. – wymamrotałam pod nosem.
- Co tam mówisz mała?
- Nic, stary.
- Nie jestem stary.
- W takim razie ja mam lat 21, jestem wysoką, zgrabną, rosyjską modelką z przepustą tak szeroką, że mieszczą mi się w niej dwa kciuki.
Roześmiał się.
- Masz bardzo bujną wyobraźnię Mary. A tak w ogóle to ile ty masz lat?
- Przykro mi, ale obcym osobom nie udzielam takich informacji.
Leto uniósł brew robiąc przy tym minę z serii „Cotypieprzysz?”.
- No chyba, że mnie puścisz … - powiedziałam po chwili.
- Będę musiał rozważyć za i przeciw.
- Do cholery, nie mam zamiaru stać tu wieczność.
- To powinien być zaszczyt, Echelonko.
- Pfff.
- No dobra, tak szczerze to jestem zbyt głodny żeby tak tu stać.
Potarłam dłońmi nadgarstki przyglądając się badawczo Shannonowi.
- Macie tu coś zdatnego do jedzenia?
- Krzesła podobno są bardzo pożywne.
- Bardzo śmieszne. A tak serio?
- Bufet od kilku godzin jest zamknięty, ale jesteś tym szczęśliwcem, który rozmawia z osobą posiadającą prywatny klucz do lodówki hotelowej.
- Mam bić pokłony?
- Bez ironii Leto, bo będziesz głodował.
Wsiedliśmy do windy i nacisnęłam guzik z numerem „0”.
Ojeej, aż się wzruszyłam :D A tak serio to to jest świetne ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję i czekam na kolejny rozdział (:
M♥
No i znowu muszę przyznac. :c Cholera, Mary ma naprawdę zajebisty humor! <33333333 Rozdział krótki ale cudny. :3
OdpowiedzUsuńKolejny rozdział życia na marsie. I fuck yeah! Rozdział pełen emocji (zwłaszcza emocji Mary)... pełno w nim wyrzuconych z ust bohaterów przekleństw, obelg (dość zabawnych, nawet bardzo), których nie pochwalam, ale bez których dialogi między główną bohaterką i p. Leto byłyby mdłe i bez smaku... tak myślę. W końcu nie można pozbawiać osobowości Mary i innych bohaterów. To byłby skandal! Byłabym oburzona, gdyby np. Mary stała się nagle cichutką, kulturalną osóbką. Tak nie może być! Widocznie... używanie tego typu słów to dla nich, dla niej codzienność. Dobrze, że znasz swoich bohaterów na tyle, by wiedzieć jak zachowają się w danej sytuacji.
OdpowiedzUsuńOczywiście bardzo podoba mi się cały przebieg akcji. Wszystko się rozkręca. Całe to opowiadanie żyje... własnym oryginalnym osobistym życiem. Niesamowite jest, gdy autorowi udaje się ożywić słowa. To nie taka prosta sprawa.
Co tam jeszcze ... na pewno nie ma nudy. Fakt, rozdział jest krótki, ale pomimo tego, co najważniejsze - jest ciekawy i to mega. Dlatego sądzę, że autorka K. nie ma co się martwić, iż czasami brak jej weny i nie wszystko wychodzi tak, jak by ona chciała. Bo to tylko tak jej się wydaje. Tak naprawdę zawsze jest świetnie. Zawsze. Czekam na rozdział 4. Z niecierpliwością.