Strony

sobota, 14 maja 2011

5. No matter how many nights did you lay wide awake to the sound of the poison rain.

Nigdy tak się nie śmiałam podczas pisania rozdziału. Każdy pomysł zrodzony w mojej chorej głowie od dnia kiedy wstawiłam 4 rozdział do teraz został zawarty w tym rozdziale. 
No i w tym miejscu zacznę obiecywaną dedykację. Miało być wyniośle i wspaniale, ale jakoś wyczerpałam wenę pisząc to co zaraz będzie poniżej, więc zaznaczę tylko, że ten rozdział dedykowany jest P. bo zbyt długo mi o tym gadał i mam nadzieję, że go to usatysfakcjonuje.

~~

Cisza. To chyba jedno ze słów, którego definicja jest obca Shannonowi Leto. Mówił o wielu rzeczach. Począwszy od fotografii skończywszy na muzyce. Wszystko wpadało jednym uchem a wypadało drugim. Miałam zamiar trzymać się tego, co postanowiłam, mianowicie nie zamierzam się z nim spoufalać. Moja decyzja na pewno przyniesie obopólną korzyść.
- Na pewno. – wymamrotałam pod nosem.
- Mówiłaś coś? – spojrzał na mnie zza szkieł okularów przeciwsłonecznych.
Pokręciłam przecząco głową próbując się uśmiechnąć. Och, jaka szkoda, że nie wyszło.
- Dobra. O mnie koniec. Twoja kolej. – powiedział z wyraźnym entuzjazmem.
Westchnęłam odgarniając włosy z policzka. Do niego naprawdę nie dochodziło to, że nic mu nie powiem.
- A mogłabym opowiedzieć tobie o tym później?
„Później czytaj nigdy, Leto” dodałam w myślach.
- A długo będę czekał?
- Jeżeli będziesz odpowiadał pytaniem na pytanie, to sądzę, że dość długo. – rzuciłam oschle.
- Spokojnie mała, poczekam. – uśmiechnął się szeroko.
- Mogę zadać ci tylko jedno pytanie? – zapytał po chwili.
- Jeżeli dasz mi spokój to tak.
- Mary, ile ty tak naprawdę masz lat? – przystanął na chwilę przyglądając się mi badawczo.
- Za dwa miesiące kończę dwadzieścia … - powiedziałam wbijając wzrok w chodnik.
- Stara jesteś.
- I kto to mówi. Równie dobrze mógłbyś być moim ojcem. – roześmiałam się zerkając na perkusistę.
- No to powiem ci mała, że każdy ma tyle lat na ile się czuje. A ja wcale taki zdziadziały nie jestem.
Uniosłam brew próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Niech będzie, panie wcalenietakistary Leto.
(…)
Shannon odprowadzony do hotelu pożegnał mnie tym swoim bezczelnie szerokim uśmiechem. Boże, kiedyś dałabym się pokroić, żeby tylko zobaczyć go z tak bliska i móc z nim porozmawiać. Ale to było kiedyś. Wtedy jeszcze snułam plany na przyszłość, marzyłam, wiodłam normalne życie. Kiedyś … Westchnęłam naciskając dzwonek przy drzwiach Joselyn. Potrzebowałam rozmowy, rozmowy z kimś bliskim, z kimś, kim była dla mnie właśnie ona. Otworzyła drzwi od razu wciągając mnie do środka. Uśmiechnęłam się pod nosem dając się jej uściskać.
- Jak się czujesz? – zapytałam siadając obok niej na sofie.
- Tak jak powinna czuć się osoba ze złamaną nogą. – zaśmiała się.
Splotłam dłonie przez dłuższy czas wpatrując się w ścianę.
- Mów. – jej głos przerwał ciszę.
- Wszystko. – dodała widząc moja minę.
- Marsi, Shannon, Jared, Tomo, matka, ojciec, Quentin, ciotka. Problemy, kurwa problemy. Z dnia na dzień jest ich coraz więcej. – ukryłam twarz w dłoniach.
- Coś mi się chyba słonko przesłyszało. Czy jednym z twoich problemów są Marsjanie, ci Marsjanie?! Tobie naprawdę coś się w główce popierdoliło.
Zerknęłam na Jose i obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem.
- Jeszcze pamiętam jak lałaś po nogach przy każdej możliwej okazji. Ty miałaś na ich punkcie obsesje, a najbardziej świrowałaś na punkcie Shannona. A teraz co? Zapewne po prostu go olewasz, tak? Kretynko, przepuścić taką okazję. Trzymaj mnie, bo ci normalnie pierdolne i się ockniesz.
- To nie takie proste, Josie. Najdziwniejsze jest to, że ni stąd ni zowąd on chce mnie poznać. Zobaczył mnie pierwszy raz dwa dni temu, na koncercie. Później wszyscy trzej zakwaterowali się w hotelu ciotki i się zaczęło. To mnie powoli zaczyna przerażać. Po co mu ta znajomość, skąd u niego taka nagła chęć poznania mojej osoby?
- A może mu się spodobałaś?
- A może chce mnie przelecieć?
- To niewykluczone Mary. No, ale co ci szkodzi. Zaszalej. Po tym wszystkim coś ci się należy.
Oparłam głowę na jej ramieniu. Joselyn w pewnym sensie miała rację. Przecież więcej niż tydzień tu nie zabawią. Westchnęłam przygryzając wargę.
- Josie, masz może jeszcze te wino od ojca?
- Mam nawet trzy butelki. Leć po kieliszki.
Wstałam z sofy kierując się w stronę kuchni.
(…)
- Ty jesteś najebana w trzy dupy. – krzyknął Travis.
- Ciiii. Nie krzycz. – przyłożyłam palec wskazujący do ust.
- I od kiedy ty klniesz Travis, co? – zapytałam próbując stanąć prosto.
- Jak cię szefowa zobaczy to będzie piekło. – wymamrotał pod nosem.
- Aj tam, piekło, zaraz piekło. Nie zauważy, będę grzeczna. – uśmiechnęłam się szeroko.
- Jakiś problem? – zapytał ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się próbując zachować równowagę.
- O pan supergwiazdakurwa Leto. Żadnego problemu nie ma, bo życie jest kurwa piękne. Czaisz, piękne.
Jared roześmiał się przytrzymując mnie za ramię.
- Łapy przy sobie, albo zacznę krzyczeć. – syknęłam.
- Nie krzykniesz.
- No to kurwa patrz.
Nie zdążyłam wydać z siebie żadnego dźwięku. Dłoń młodszego Leto zasłoniła mi usta.
- Ja się nią zajmę, a ty ją kryj. – oznajmił Travisowi.
Pokręciłam głową na znak protestu. Jared tylko się uśmiechnął. Spojrzałam na Travisa tak, jakby mój wzrok mógłby zabijać. Wzruszył ramionami i zajął swoje miejsce w recepcji. Westchnęłam zrezygnowana. Wsiedliśmy do windy, Leto cofnął dłoń.
- Jakie będziesz miał z tego korzyści? – zapytałam wchodząc do jego apartamentu.
- Czy ja nie mogę, chociaż raz zrobić czegoś z dobrego serca? – wskazał mi wolne łóżko.
- Nie. – krzyknęłam krzyżując ręce na piersi
- Stul wargi laleczko i się połóż. Nie tknę cię.
- Jeszcze spróbuj wcisnąć mi kit, że wolisz chłopców. – usiadłam na brzegu łóżka.
- Idę po wodę dla ciebie. Prześpij się.
Drzwi się zamknęły. Rozejrzałam się po apartamencie. Na fotelach leżały porozwalane ubrania, gitara leżała na podłodze, zgniecione kartki walały się po katach. Ułożyłam głowę na poduszce i przykryłam się kocem. Sen przyszedł szybko zajmując miejsce zmęczenia.
(…)
Otworzyłam oczy i doznałam szoku. Nie dość, że obok mnie spał Jared Leto, który trzeba było przyznać wyglądał pociągająco, to jeszcze był półnagi. Syknęłam z bólu schodząc powoli z łóżka. Ból głowy natychmiastowo przypomniał mi degustację trunków u Joselyn. Podniosłam z podłogi bluzkę i buty, po czym zaczęłam iść w stronę drzwi próbując robić to jak najciszej. W połowie drogi wywaliłam się zahaczając nogą o gitarę Jaya.
- Kurwa.- powiedziałam przez zęby.
Otworzyłam drzwi zakładając koszulkę.
- Mary?
Podniosłam głowę.
„No kurwa, no. Jeszcze jego tu brakowało.” pomyślałam.
Na korytarzu stał nie kto inny tylko zdziwiony, szanowny pan Shannon Leto.
-Mary? – tuż za mną odezwał się zaspany głos Jareda.
Wypuściłam głośno powietrze przykładając dłoń do czoła. Tylko kurwa nie panikuj, nie panikuj.


4 komentarze:

  1. Gdyby istniały słowa, którymi mogłabym opisać swoje wybuchy śmiechu i szeroki uśmiech (który rósł z linijki na linijkę) na pewno bym ich użyła, jednakże mogę napisać jedynie: hahahahahahahahahahahhaaahahahaha! Po prostu to jest genialnie zabawne. Takie superboskofajnoświetne! Takie interesujące! Oryginalne! Rozśmieszyłaś mnie tymi dialogami, a nawet opisem "najebanej w trzy dupy" Mary. Czuję się tak dobrze po przeczytaniu tego rozdziału, że nie mogę tego ukryć! I nie piszę tego, by poprawić Ci humor po mojej ostatniej krytyce w komentarzu pod rozdziałem 4. Piszę prawdę i tylko prawdę. I po przeczytaniu tego piątego rozdziału nie mam Ci nic do zarzucenia. No chyba, że tylko tyle, byś pisała więcej, by rozdziały były jeeeszcze dłuższe.
    Przykro mi tylko, że nie masz takiej przyjaciółki w rzeczywistości jak Joselyn. Muszę Ci wystarczyć tylko taka spokojna ja. :) Bo wątpię, bym kiedyś przeszła aż taaaaką metamorfozę. Chociaż, kto wie...
    trzym się kreatywnamarsjańskaartystko <3
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahah, pijana Mary! Genialna. Ciekawa jestem jak trafiła do łózka w którym leży (pół)nagi jaruś. ;D Genialna jesteś kobieto ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tak, to był piękny, fascynujący i zacnie napisany rozdział o wspaniałej Mary.
    Jak zwykle zgadzam się co do słowa z Aleksandrą, a szczególnie z jej "hahahahahahahahahahahhaaahahahaha!" a z resztą Olu, nie jesteś zawsze taka spokojna :D

    Chciałabym, żebym miała równie bogatą wyobraźnię co ty, ale jakoś Bozia mi nie dała.. No cóż, może nie zbyt na temat, ale co mi tam xD

    Rozwalił mnie komentarz Different_Mary. ( :D ) o jarusiu ... ;d

    Kontynuując, to opowiadanie samo w sobie jest kapitalne. Nie wiem co tu jeszcze pisać xD

    Czekam na kolejny rozdział, ale żeby był długi długi długi :D

    M♥

    OdpowiedzUsuń
  4. " W połowie drogi wywaliłam się zahaczając nogą o gitarę Jaya.
    - Kurwa.- powiedziałam przez zęby.
    Otworzyłam drzwi zakładając koszulkę.
    - Mary?
    Podniosłam głowę.
    „No kurwa, no. Jeszcze jego tu brakowało.” pomyślałam."
    Kocham ten moment, najlepszy w całym opowiadaniu <3

    OdpowiedzUsuń